Skip to main content

Koziej Franciszek


Legionista Franek, żołnierz Józefa Piłsudskiego

Słowo patriotyzm dla młodych to nudy, bo tylko przykład pociąga. Siedemnastoletni Franek Koziej

w 1915 roku zobaczył po raz pierwszy w życiu polskich żołnierzy. Chciał tak jak oni walczyć o wolną Ojczyznę,

o której tyle słyszał od rodziców. Zgłosił się do I Brygady Legionów Polskich 1 sierpnia 1915 roku. Gdy dowiedział się, że przyjmują od 18 lat, skłamał, że jest o rok starszy.


Co wtedy myślał, jaki był już się nie dowiemy.

Na pewno wierzył, ze zmieni świat, choć w 1915 roku droga do tego była daleka. Przeczytajmy co Józef Piłsudski mówił o młodych legionistach takich jak Franek:

"Oczy niewinnego dziecka, które życia nie znają.

W tych oczach widoczny był już stalowy odblask stanowczości – znamię przedwczesnego wydobycia z duszy wartości żołnierskiej”. 


Bitwa pod Kuklami

 Zachowała się książeczka wojskowa, która jest zwięzłym żołnierskim zapisem losów młodego legionisty Franka. Mam jej kopię. Gdy studiuję książki o legionach, biorę ją do ręki i czytam niezbyt wyraźne już nazwy miejscowości, gdzie walczył Franciszek Koziej. Wtedy historia staje  bliższa i bardziej zrozumiała.

Wojaczka zaczęła się pechowo 22 sierpnia 1915 roku od leczenia oczu przez około dwa miesiące w szpitalu.

12 października 1915 roku wrócił Franciszek do wojska, a konkretnie do 1. kompanii III baonu ( dziś batalionu)

1. pułku piechoty I Brygady Legionów Polskich.  Zaledwie 16 dni później brał on udział w bitwie pod Kuklami.

- Uczyłem się o niej zaraz po wojnie z podręcznika, wydanego w 1937 roku we Lwowie

– opowiadał mi przed  syn legionisty, Kazimierz Koziej, który niestety już nie żyje.

O tym co przeczytał przed laty pamiętał doskonale.

- Tam można wyczytać, że dzięki temu zwycięstwu nie został przerwany front austriacki przez Rosjan. Gdy korzystałem z podręcznika jeszcze nie wiedziałem, że tam walczył mój tata- wspominał.


Żołnierska kaczka


Franciszek Koziej niewiele synowi przekazał.

- Mówił, że walki były niezwykle ciężkie i zacięte. Zapamiętałem także opowieści o pieczeniu kaczki w warunkach polowych. Było to pewnie dla niego wydarzenie, gdy podczas walk nie zawsze aprowizacja była na czas

-  opowiadał Kazimierz Koziej.




W boju dowódcy zdobywali autorytet


20 września 1916 roku Legiony Polskie przemianowano na Polski Korpus Posiłkowy, a 10 kwietnia 1917 roku w Polnische Wehrmacht (Polskie Siły Zbrojne), przekazując opiekę i dowództwo nad oddziałami polskimi Niemcom. Wcześniej podlegali Austriakom. W kwietniu 1917 roku przełożeni przedstawili Franciszka do odznaczenia austriackim Krzyżem Wojskowym Karola. Nie wiemy czy go otrzymał.

Franciszek Koziej jako szeregowy 8. kompanii 1. pułku piechoty uczestniczył w 1917 roku w walkach nad rzeką Stochód. Były to tereny bagniste, dróg było niewiele i małe zaludnienie. Oddziały podejmowały działania bojowe bez możliwości kontaktowania się i łączności z sąsiednimi batalionami. Musiały być zdane na przedsiębiorczość i intuicję swoją i swych dowódców. Trzeba było oceniać sytuację na własną odpowiedzialność bez uzgadniania z przełożonymi. W takich warunkach żołnierze mogli poznać wartość dowódców, którzy w walce zdobywali autorytet.

Bój zakończył się w sierpniu 1917 roku.


Przysięga sprzeczna z honorem

Tak jak inni żołnierze I Brygady Franciszek Koziej odmówił złożenia przysięgi wierności obcemu mocarstwu. Wierzył  Piłsudskiemu, który uznał, że jest ona sprzeczna „z polskim honorem i żołnierską godnością”.

Za bunt trzeba było zapłacić rozbrojeniem i internowaniem w Szczypiornie. Tak pisze o tym Franciszek Koziej w swoim życiorysie.

- Byłem zakwaterowany w jednym z baraków czwartego bloku. W baraku tym zakwaterował się również P. kpt. [Stanisław – GW] Tessaro [„Zosik”], (obecnie gen bryg.), który wraz z innymi P.P. oficerami przyjąwszy chwilowo stopnie podoficerów, byli dla podtrzymania idei legionowej. Wymienieni po pewnym czasie zostali przez szpiclów wydani Niemcom, którzy odseparowali ich od nas, przewieźli  do Beniaminowa [obozu dla oficerów – GW]

– czytamy w życiorysie Franciszka Kozieja.

Jego syn ze wspomnień ojca zapamiętał, że wracał z internowania w drewnianych chodakach.


Krzyż Niepodległci


Józef Piłsudski doceniał poświęcenie swoich żołnierzy. Tak mówił do legionistów w Kaliszu w 1927 roku.

- Mnie jako generałowi, nie chciano robić zbyt wielkich przykrości  i dawano mi życie generalskie w więzieniu [w Magdeburgu – GW], podczas gdy was czekały gorsze rzeczy, bo Szczypiorno i Beniaminów nie należały do przemiłych ubikacyj [Przestarzałe określenie pokoju lub pomieszczenia – GW].

– zauważał Józef Piłsudski.

Były nie to tylko słowa. Franciszek Koziej, tak jak jego koledzy, otrzymał Krzyż Niepodległości. Na dokumencie jego nadania widnieje podpis Józefa Piłsudskiego, jako przewodniczącego Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości. Pan Franciszek otrzymał też odznaczenie dla Jeńców i Więźniów Ideowych z lat 1914-1921 oraz Brązowy Krzyż Zasługi. Podpis komendanta widnieje także na nadaniu odznaki Za Wierną Służbę,  której numer to 1750.

-  Komenda 1 Brygady Legionów Polskich.


Nadaję obywatelowi Franciszkowi Koziejowi szeregowemu 1 p.p. (pułku piechoty) za pracę na polu od dnia 1 sierpnia 1915 roku prawo noszenia odznaki Za Wierną Służbę

– podpisał te słowa Józef Piłsudski.


Ostatecznie trafił do KOP

Marszałek wrócił do Polski w listopadzie 1918 roku. Zaś pan Franciszek jako niepełnoletni,  w czasie kryzysu przysięgowego, został zwolniony z internowania w styczniu tego samego roku, nie ze Szczypiorna,

ale z Łomży gdzie był wcześniej przeniesiony. 

- Wróciłem do praktyki cywilnej. W grudniu 1918 roku ponownie wstąpiłem w Lublinie do Wojska Polskiego

– napisał pan Franciszek w życiorysie.

Niecałe trzy lata później zwolnił się do rezerwy. W 1927 roku znów powrócił do wojska. Został przyjęty do 8 baonu Korpusu Ochrony Pogranicza w Stołpcach.

Wolna Polska w legionach


Dziś nie dowiemy się już jak Franciszek Koziej świętował odzyskanie niepodległości w listopadzie 1918 roku. Gdy pytałam jego syna odpowiedział bez wahania, że dla ojca wolna Polska była już podczas pobytu w legionach. Nic w tym dziwnego, bowiem tak sądził też komendant Piłsudski.


- Żeśmy pierwsi w Polsce zaczęli żyć życiem wojska polskiego i przy powszechnym poniżeniu Polaków mieli spokój co do swego honoru i częste zadośćuczynienie dumy i godności narodowej

– tak mówił w Lublinie w Teatrze „Corso” do swoich legionistów w dziesiątą rocznicę powstania formacji. Być może pan Franciszek był na tym zjeździe. Mieszkał przecież w 1924 roku w Lublinie. Pracował w Fabryce Dachówek Cementowo –Azbestowych i Eternitu. Szybko awansował i został mistrzem zmianowym.

- Tata musiał być bardzo zdolny skoro go doceniono w tak krótkim czasie

– mówił mi przed laty z dumą syn Kazimierz Koziej.


To nie koniec losów legionisty Franka


Tak jak wielu legionistów pan Franciszek brał udział w wojnie obronnej 1939 roku. Ale to już całkiem inna historia. Szukaj w dziale Wrzesień 1939.






Bibliografia:

Dokumenty z archiwum Kazimierza Kozieja, syna Franciszka Kozieja

Źródła archiwalne:

CAW I.120.1.101;

CAW I.120.27;

CAW I.120.63.102;

„Beliniak” 1962, nr 12.
Autorzy: Janusz Cisek, Ewa Kozłowska, Łukasz Wieczorek
Słownik Legionistów Polskich 1914-1918

Franciszek Koziej, zdjęcie z okresu międzywojennego 

Fot. reprodukcja Grażyna Wosińska

Dokument odznaczenia za Wierną Służbę

Fot. reprodukcja Grażyna Wosińska

Dyplom nadania odznaki pamiątkowej więźniów ideowych. W prawym dolnym rogu podpis Józefa Piłsudskiego

Fot. reprodukcja Grażyna Wosińska

Podpis Piłsudskiego na nadaniu Krzyża Niepodległości Franciszkowi Koziejowi

Fot. reprodukcja Grażyna Wosińska

Informacja o przyznaniu Krzyża Niepodległości oraz zapłaceniu za jego wysyłkę 19 zł

Fot. CAW

Informacja o przyznaniu Medalu Więźniów Ideowych 
Fot. CAW

Informacja z kartoteki wojskowej Franciszka Kozieja